parafialne ogloszenieAUTENTYCZNE PARAFIALNE OGŁOSZENIA:

 

  1. Cała wspólnota dziękuje chórowi młodzieżowemu, który na okres wakacji zaprzestał swojej działalności.
  2. Za tydzień Wielkanoc. Bardzo proszę wszystkie panie składać jajka w przedsionku.
  3. Pan Kowalski został wybrany na urząd kustosza naszego kościoła i zaakceptował ten wybór. Nie mogliśmy znaleźć nikokgo lepszego.
  4. W niedziele ksiądz rektor przewodniczył swej pożegnalnej mszy. Chór odśpiewał: "Klaskajmy wszyscy w dłonie".
  5. Z tablicy ogłoszeń: Dzisiejszy temat: Czy wiesz jak jest w piekle? Przyjdź i posłuchaj naszego organisty. 
  6. Po południu, w północnym i południowym końcu kościoła odbędą się chrzty. Dzieci będą chrzczone z obu stron.
  7. W czwartek o 16.00 Wspólne lody. Panie dające mleko prosimy przyjść wcześniej.

polska popularneTekst znaleziony w sieci, plątający się w niej od dłuższego czasu, ale w związku ze zbliżającymi się wyborami nabierający troszkę innego, nowego wymiaru, jednocześnie pozostający uroczo słodko dobijający.

Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. 

Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat.

Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami.

Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami.

szkolne opowieściJak to może niektórzy pamiętają, a inni wciąż przeżywają w szkole na lekcjach , czy na wykładach padają różne przypały. Czy to uczeń, czy nauczyciel, czasem niechcący wymsknię się coś, co nie zawsze uchodzi płazem. Przedstawiam mały zbiór szkolnych gagów.

 

 Pani od polskiego..(po ustaleniu terminu sprawdzianu mowi do kolegi, chcąc zmaazać date i napisac nowa w dzienniku)
"daj mi gumke, bo sie musze zabezpieczyć" :)

 

Mechanika Techniczna:
Prof.
- Był u nas taki Murzyn.......bardzo barwna postać .

 

Pan z fizyki:
80% uczniów wzieło nieprzygotowanie, więc 40% bedzie pytane.
Ten sam nauczyciel: graliśmy na lekcji w karty i pod konic lekcji zauważył (tego nie dało sie nie zauważyć : ) i mówi: Ten gra, a ta ciągnie.
Znów ten sam nauczyciel :"ja nie myśle, nie to co wy"

 

Pani z historii: "...ja jestem z wieczorynkami na bieżąco..."

Pan z fizyki : co robisz 
Uczeń : pisze
Pan z fizyki : co robisz
Uczeń : pisze to co pan dyktuje
Pan z fizyki : Tak ciekawe, bo ja widze że siedzisz .

Na lekcji uczennica odchodzi od tablicy po rozwiazaniu przykładu a nauczycielka sprawdza i mówi do niej "wróć i zrób mi to dobrze"

tresura papugi w lodówceFacet dostał na urodziny papugę. Szybko zorientował się, ze ma ona okropny nawyk przeklinania i rzuca mimochodem co drugie słowo. Cóż miał jednak zrobić - wyrzucić? -Żal.

Zawsze to jakiś towarzysz, zresztą prezent. Wiele dni starał się walczyć ze słownictwem papugi. Mówił do niej mile słowa, puszczał łagodną, klasyczna muzykę, robił wszystko, żeby dać papudze dobry przykład. 
Słowem - pełna poświecenia terapia i wszystko na nic.

Pewnego dnia, kiedy papuga wstała lewa noga i była wyjątkowo wredna, facet nie wytrzymał. Zaczął krzyczeć, ale papuga darła się
głośniej. Potrząsnął nią. Wtedy nie dość, że go zbluzgała , to jeszcze dostał parę razy dziobem. Zdesperowany wrzucił ptaszysko do zamrażarki,  zatrzasnął drzwi, oparł się o nie i zsunął w dół. Papuga rzuciła się kilka razy o ściany zamrażarki, coś zabełkotała i nagle wszystko ucichło.

ogień jasio masturbacjaLekcja języka polskiego. Gramatyka.
Pani prosi dzieci, żeby wyjęły kartki i wymyśliły słowo składające się z czterech sylab, które im się kojarzy z czymś przyjemnym i niepowtarzalnym.
Zapanowała cisza, pełne skupienie, jedni zaczęli obgryzać długopisy, a inni przeliczając na palcach, coś sobie mruczeli pod nosem i ruchem głowy  negowali wymyślone słowo.
Po kwadransie pada hasło:
- Kończymy i odkładamy długopisy!
Dzieci posłusznie wykonały polecenie i wyprostowały się na siedzeniach.
- Które z was chce zacząć?
Marzenka podniosła palce.
- Proszę, przeczytaj!
- Ponieważ moi dziadkowie mają od lat szklarnie, wymyśliłam słowo:  "O-grod-nic-two", a dlatego kojarzy mi się z czymś przyjemnym, bo kiedy na różnych grządkach zakwitają kwiaty, to ich zapach oraz piękne kolory sprawiają, że długo nie można oderwać oczu.
- Bardzo ładnie!... Kto następny?
Tym razem Kamil powoli podniósł rękę.
- Słuchamy!
- Ponieważ mój starszy brat lubi latać i ja kiedyś z nim byłem, to dlatego wymyśliłem słowo - "pa-ra-lot-nia". Uważam, że nie ma nic piękniejszego jak widok z góry na ziemię. Chociaż się bałem, nigdy tego nie zapomnę.
- Interesujące!... Bardzo ładnie!... Kto teraz?
Ręka Jasia powędrowała w górę.
- Pochwal się Jasiu swoim słowem, proszę!

laska w krawacieUcieka Talib przez afgańską pustynię, spragniony, ledwo stoi na nogach. Nagle zobaczył coś na horyzoncie.

Mając nadzieję na znalezienie odrobiny wody skierował się w stronę oazy, ale na miejscu spotkał starego Żyda w małej budce sprzedającego krawaty.
- Masz wodę? - spytał Talib.
- Nie mam wody - odpowiedział Żyd - ale może kupisz krawat? Tylko pięć dolarów.
- Idioto - wrzasnął Talib - nie potrzebuję drogiego krawata! Potrzebuję wody! Powinienem cię zabić, ale najpierw muszę znaleźć wodę!
- Dobra - odpowiedział stary Żyd - to nie ważne, że nie chcesz kupić ode mnie krawata i że mnie nienawidzisz. Pokażę ci, że jestem ponad to. Jeśli pojdziesz wzdłuż tamtego wzgórza na wschód przez około dwa kilometry znajdziesz uroczą restaurację. Mają tam tyle zimnej wody, ile zdołasz wypić. Szalom.


Głośno przeklinając Talib powlókł się w kierunku wzgórza. Kilka godzin później przyczołgał się z powrotem ledwie żywy.

Ocena użytkowników: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive
 

laska w krawacieUcieka Talib przez afgańską pustynię, spragniony, ledwo stoi na nogach. Nagle zobaczył coś na horyzoncie.

Mając nadzieję na znalezienie odrobiny wody skierował się w stronę oazy, ale na miejscu spotkał starego Żyda w małej budce sprzedającego krawaty.
- Masz wodę? - spytał Talib.
- Nie mam wody - odpowiedział Żyd - ale może kupisz krawat? Tylko pięć dolarów.
- Idioto - wrzasnął Talib - nie potrzebuję drogiego krawata! Potrzebuję wody! Powinienem cię zabić, ale najpierw muszę znaleźć wodę!
- Dobra - odpowiedział stary Żyd - to nie ważne, że nie chcesz kupić ode mnie krawata i że mnie nienawidzisz. Pokażę ci, że jestem ponad to. Jeśli pojdziesz wzdłuż tamtego wzgórza na wschód przez około dwa kilometry znajdziesz uroczą restaurację. Mają tam tyle zimnej wody, ile zdołasz wypić. Szalom.


Głośno przeklinając Talib powlókł się w kierunku wzgórza. Kilka godzin później przyczołgał się z powrotem ledwie żywy.


- Twój pieprzony brat nie chce mnie wpuścić bez krawata!