laska w krawacieUcieka Talib przez afgańską pustynię, spragniony, ledwo stoi na nogach. Nagle zobaczył coś na horyzoncie.

Mając nadzieję na znalezienie odrobiny wody skierował się w stronę oazy, ale na miejscu spotkał starego Żyda w małej budce sprzedającego krawaty.
- Masz wodę? - spytał Talib.
- Nie mam wody - odpowiedział Żyd - ale może kupisz krawat? Tylko pięć dolarów.
- Idioto - wrzasnął Talib - nie potrzebuję drogiego krawata! Potrzebuję wody! Powinienem cię zabić, ale najpierw muszę znaleźć wodę!
- Dobra - odpowiedział stary Żyd - to nie ważne, że nie chcesz kupić ode mnie krawata i że mnie nienawidzisz. Pokażę ci, że jestem ponad to. Jeśli pojdziesz wzdłuż tamtego wzgórza na wschód przez około dwa kilometry znajdziesz uroczą restaurację. Mają tam tyle zimnej wody, ile zdołasz wypić. Szalom.


Głośno przeklinając Talib powlókł się w kierunku wzgórza. Kilka godzin później przyczołgał się z powrotem ledwie żywy.

rumcajs - pierwowzór policjanta?

 Wiadomo jak to w dzisiejszych czasach na drogach jest. Policja, straż miejska, a czasem emerytowany policjant u siebie na balkonie ustawiają fotoradary, a potem otrzymujemy całkiem nieoczekiwane pisemko z informacją o wykroczeniu, które zazwyczaj kosztuje kilkaset złotych.
Chyba nie znam kierowcy, który by nie przeklinał fotoradarów, choć są one dość skutecznym straszakiem i chyba wszyscy kierowcy, których znam jeśli widzą - stacjonarny, bo z przenośnym różnie bywa - fotoradar zwalniają do dozwolonej prędkości. No cóż odwieczna walka między dobrem i złem... Chyba się zagalopowałem. Poczytajmy zatem list sfotografowanego?? do Komendanta Straży Miejskiej. Ot taka perełka w codzienności.


 

Pan Komendant Straży Miejskiej  w Białogardzie

Szanowny Panie Komendancie


Korespondencja z Białogardu zawsze napełnia me serce radością, bo mam tu wielu Przyjaciół i nie zdarzyło się jeszcze, aby jakakolwiek przesyłka była niemiła.
Pozwolę sobie potraktować Wasze pismo, jako sympatyczny żart, bowiem nikt poważny nie ustawiałby fotoradaru na pustej i bezpiecznej drodze za miastem, fotografując samochody od tyłu i jeszcze oczekując za to pieniędzy.

Zdaję sobie sprawę, że w społeczeństwie zanikają rozmaite zawody kapelusznika, połykacza ognia, kołodzieja i tym bardziej godną dostrzeżenia jest Wasza dbałość o tradycję.
Przywrócenie społeczeństwu dawno zapomnianej postaci zbója przydrożnego, który za miastem, pod lasem grabił podróżnych jest ze wszech miar godne uznania.
Podkreślenia wymaga Wasz takt i delikatność, przecież moglibyście dodatkowo gwałcić i wyrywać ludziom złote zęby, a Wy zaledwie robicie zdjęcia fotoradarem od tyłu - domyślam się, a nie wiem, czy słusznie, że inspiracją była tu orientacja seksualna pomysłodawcy.
To też godny podkreślenia przykład tolerancji w Waszej Instytucji.

szkolne opowieściJak to może niektórzy pamiętają, a inni wciąż przeżywają w szkole na lekcjach , czy na wykładach padają różne przypały. Czy to uczeń, czy nauczyciel, czasem niechcący wymsknię się coś, co nie zawsze uchodzi płazem. Przedstawiam mały zbiór szkolnych gagów.

 

 Pani od polskiego..(po ustaleniu terminu sprawdzianu mowi do kolegi, chcąc zmaazać date i napisac nowa w dzienniku)
"daj mi gumke, bo sie musze zabezpieczyć" :)

 

Mechanika Techniczna:
Prof.
- Był u nas taki Murzyn.......bardzo barwna postać .

 

Pan z fizyki:
80% uczniów wzieło nieprzygotowanie, więc 40% bedzie pytane.
Ten sam nauczyciel: graliśmy na lekcji w karty i pod konic lekcji zauważył (tego nie dało sie nie zauważyć : ) i mówi: Ten gra, a ta ciągnie.
Znów ten sam nauczyciel :"ja nie myśle, nie to co wy"

 

Pani z historii: "...ja jestem z wieczorynkami na bieżąco..."

Pan z fizyki : co robisz 
Uczeń : pisze
Pan z fizyki : co robisz
Uczeń : pisze to co pan dyktuje
Pan z fizyki : Tak ciekawe, bo ja widze że siedzisz .

Na lekcji uczennica odchodzi od tablicy po rozwiazaniu przykładu a nauczycielka sprawdza i mówi do niej "wróć i zrób mi to dobrze"

stirlitzStirlitz szedł nocą przez las.  
Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
- Sowa - pomyślał Stirlitz.
- Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.

 

Stirlitz posłał Müllera do diabła. Następnego dnia Diabła odwiedziło Gestapo.


Stirlitz na popijawie u Müllera mocno przeholował.
Następnego dnia, żeby rozwiać wątpliwości, wchodzi do gabinetu Müllera i pyta:
- Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszym, że jestem sowieckim agentem?
- Nie - przyznał Müller. Stirlitz odetchnął z ulgą.                                                                                                                                                                          

Stirlitz kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko, zbliżył się do czytającego gazetę Müllera.

polska popularneTekst znaleziony w sieci, plątający się w niej od dłuższego czasu, ale w związku ze zbliżającymi się wyborami nabierający troszkę innego, nowego wymiaru, jednocześnie pozostający uroczo słodko dobijający.

Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. 

Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat.

Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami.

Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami.

Przychodzi zakonnica do lekarza i mówi:
- Mam jakąś dziwną chorobę. Znajduję znaczki pocztowe w majtkach.
- Ależ siostro, to niemożliwe. Nie ma takiej dolegliwości.
- To proszę zobaczyć - przerywa doktorowi zakonnica i ściąga bieliznę.
Lekarz patrzy... faktycznie coś tam jest. Drapie się po głowie i patrzy bliżej... No znaczki pocztowe w majtkach jak wół. Patrzy bliżej i wreszcie się uśmiecha.
- Droga siostro. To nie znaczki tylko naklejki z bananów.